Samoobniżka cen – obrona przed wzrostem kosztów utrzymania

Bruno Ramirez

Poniżej przedstawiamy sporządzoną przez Bruno Ramireza analizę reakcji włoskich pracowników na kryzys gospodarczy w latach 70. Ramirez skupia się szczególnie na „odmowie przyzwolenia na podwyżki cen kluczowych usług”, znanej też jako „samoobniżka” cen. Pomimo, iż jego artykuł został opublikowany w 1975 r. to zawarte w nim tezy, posiadają również znaczenie dla prowadzonych przez nas dziś działań.

Samoobniżka czynszu, rachunków za prąd, gaz i innych mediów, jak też cen żywności, transportu itd., jest formą oporu społecznego stosowaną we wszystkich społeczeństwach. Istniejące w nich nierówności zmuszają pewne grupy do tego rodzaju samoobrony w celu częściowego uwolnienia się od przymusu ekonomicznego, któremu wciąż podlegają. Artykuł Ramireza opisuje zbiorowe formy samoobniżki – oficjalnie zorganizowane działania włoskich pracowników, mające na celu polepszenie ich warunków bytowych, którym towarzyszyły otwarcie wyrażone postulaty społeczno-polityczne. Równolegle do tego typu samoobniżek występują inne, te które nie przybierają formy konkretnych postulatów i formalnej organizacji, lecz w swojej treści również zachowują charakter walki ekonomicznej. Taki rodzaj samoobniżki jako strategii ekonomicznego oporu społecznego występuje w Polsce na skalę masową. Z danych statystycznych GUS z końca 2009 r. wynika, iż „zaległości w opłatach za mieszkania” w Polsce wynoszą ogółem ok. 1,879 mld zł. GUS podaje, iż 44,5 proc. lokatorów zasobów gminnych nie dokonywało terminowych opłat za wynajem mieszkania. Jeśli chodzi o zasoby spółdzielcze, to samoobniżkę stosowało 36,3 proc. lokatorów.  W odpowiedzi na te działania, w Poznaniu władze odpowiedziały masowymi eksmisjami, w tym do kontenerowych osiedli.

Powyższe dane wskazują, iż polskie społeczeństwo stosuje indywidualne formy walki z pogorszeniem się jego warunków bytowych. Pomimo, iż opór ten nie wyraża się jasno w sposób polityczny, to posiada wyraz ekonomiczny, który władze starają się zwalczać dostępnymi środkami. Lokatorzy prowadzą zatem codziennie batalie ekonomiczne z gminami, spółdzielniami, państwem, TBS-ami, zakładami pracy czy prywatnymi właścicielami. Niejednokrotnie je wygrywają, gdy poprzez odmowę uiszczenia opłat przeciwdziałają ich podwyższeniu. Ta sytuacja zmusza nas do rewizji twierdzeń, iż są oni środowiskiem pasywnym, jeśli chodzi o relacje z władzami miasta czy prywatnymi właścicielami. Jednocześnie nieprawdziwe są założenia o tym, iż w sferze poza miejscem pracy, nie toczą się walki ekonomiczne.  Odmowa zapłaty nie jest – jak się to często przedstawia – tylko gestem rozpaczy ze strony  lokatora-ofiary, kobiety i mężczyzny. Codziennie wielu z nich musi i dokonuje wyboru, które rachunki zapłacić (za czynsz czy na lekarstwa – przykładowo), a w jakich przypadkach zdecydować się na wejście w konflikt z właścicielem czy władzami.

Artykuł Bruno Ramireza wyjaśnia również relacje występujące pomiędzy wysokością opłat za określone środki utrzymania. Wywalczenie ograniczenia opłat w jednej dziedzinie powoduje rozszerzenie dostępu do realizacji potrzeb w innej. Ta sama relacja działa jednak w drugą stronę. Tym samym podwyższenie czynszu może doprowadzić do tego, iż dzieci zamiast pobierać naukę, są zmuszone pracować, zamiast kupować produkty żywnościowe, trzeba je samodzielnie wyhodować, zamiast wykupu lekarstw stosuje się „domowe sposoby leczenia”…  Wszystko po to, aby zaoszczędzić środki umożliwiające zapłatę czynszu. W takiej sytuacji zyski z opłat mieszkaniowych uwarunkowane są pogorszeniem położenia pracowników. Za zwiększeniem dochodów miast uzyskiwanych z czynszów, kryje się niewypłacalność ich mieszkańców w innych sferach. Wobec tego walka o zmniejszenie opłat najmu jest walką z wyzyskiem.

Polskie społeczeństwo stosuje te same elementy taktyki co włoskie z czasów, kiedy Ramirez pisał swoje sprawozdanie z tej walki. To uzasadnia możliwość, a zarazem konieczność rozwinięcia tych taktyk jako działania, mającego na celu bezpośrednie ograniczenie wywieranej na nas presji ekonomicznej. Zbiorowe rozpowszechnienie strategii samoobniżki w określonych dziedzinach życia, wynika z potrzeby rozwinięcia ekonomicznych narzędzi oporu wymierzonych w m.in. władze miast. Działalność grup opozycyjnych wobec establishmentu w sferze opinii publicznej musi znaleźć swój wyraz również w działaniach ekonomicznych. To dzięki nim możliwa jest do uzyskania wymierna poprawa sytuacji mieszkańców. Sfera poza miejscem pracy również może, a czasami musi, posłużyć za pole działań.

Na podstawie historycznych wydarzeń (np. opisanych przez Ramireza), jak również w związku z obecnymi okolicznościami, możemy stwierdzić, iż np. strajk czynszowy jest możliwy. Niejako ma on cały czas miejsce, lecz nie przyjmuje jeszcze zbiorowej, upolitycznionej formy. Wystąpienie sytuacji, w której rozwinięte zostaną formy bezpośredniego nacisku ekonomicznego na władze, będzie można nazwać realizacją idei budżetu partycypacyjnego. Jej wyrazem nie są rozwiązania instytucjonalne, lecz samoorganizacja społeczna i wynikający z niej bezpośredni wpływ finanse miasta,. MIeszkańcy – przykładowo – płacą za czynsz tyle, ile uznają za stosowne z perspektywy nie budżetu miasta czy kraju, ale z perspektywy budżetu domowego, który powinien stać się punktem wyjścia.

Bruno Ramirez: Samoobniżka cen we Włoszech

Obecna [1975 r.] sytuacja gospodarcza Włoch, w których inflacja przekracza 25 proc, bezrobocie jest powszechne i następuje wzrost represji, dowodzi, do czego jest zdolny kapitał w swym ataku na warunki życia klasy pracującej.

Jednym ze szczególnych objawów tego kryzysu – zarówno we Włoszech, jak i w innych krajach kapitalistycznych – pozostaje poziom rozprzestrzenienia się konfliktu klasowego, który bezpośrednio objął sferę konsumpcji społecznej. Dramatyczny wzrost kosztów życia faktycznie wzniecił falę walk społecznych, wymuszonych potrzebą obrony przez klasę robotniczą jej zdobyczy płacowych oraz zapewnienia dostępu do kluczowych dóbr i usług takich jak żywność, zakwaterowanie, usługi komunalne i transport. To nie przypadek, że – szczególnie we Włoszech – potężna ofensywa kapitału na tym obszarze nastąpiła po długiej serii walk w fabrykach, które przyniosły znaczące zdobycze płacowe i poprawę warunków pracy. Dowodzi to spójności strategii kapitalistycznej – strategii, która musiała odsłonić swą prawdziwą twarz wobec zorganizowanego oporu szerokich sektorów klasy robotniczej.

Praktyka „samoobniżki” cen – tj. odmowa przyzwolenia na podwyżki cen kluczowych usług – oto odpowiedź, jaka padła na tym terenie walki. Z charakteru tej walki wynikają ważne pytania polityczne zarówno dla kapitału, jak i dla klasy robotniczej. W jaki sposób można tę walkę moderować i kontrolować? W jakim stopniu brzemię tej walki spada po pierwsze na barki jednego sektora klasy robotniczej – gospodyń domowych, którym w sferze konsumpcji społecznej przypada w udziale główna rola?

Samoobniżka nie jest we Włoszech zjawiskiem całkiem nowym. Na przykład w Maglianie – jednej z największych robotniczych dzielnic Rzymu – około 2 tys. rodzin działało w ten sposób przez ostatnie dwa lata, płacąc 50 proc. comiesięcznego czynszu. W żadnym razie nie jest to też przypadek odosobniony. Czymś nowym jest natomiast fakt rozprzestrzenienia się owej praktyki na kolejne sektory kluczowej konsumpcji społecznej, takie jak transport publiczny, elektryczność i ogrzewanie w domach.

Walka ta, widziana w kontekście równoległych praktyk – takich jak skłotowanie czy zorganizowany zabór artykułów spożywczych z supermarketów – okazuje  się nie tylko walką defensywną. Staje się – jak mówią niektórzy działacze – walką o odzyskanie bogactwa społecznego, wytworzonego przez klasę robotniczą, lecz nieopłaconego przez kapitał.

Rozszerzenie walk na rzecz samoobniżki

Gdy w sierpniowy poniedziałek 1974 r. setki jadących do pracy robotników dowiedziało się o podwyżce opłat za przejazd autobusem z Pinerolo do Turynu o niemal 30 proc., niewielu przewidywało, że to stosunkowo drobne zdarzenie okaże się iskrą, która wznieci nową falę walk. Podwyżka opłat – o której przedsiębiorstwo transportowe zadecydowało podczas dwutygodniowego letniego zawieszenia kursów – pozostawała dla tych robotników tchórzliwym aktem prowokacji. Potrzeba było zaledwie kilku dni, by zorganizować działania i zmobilizować tych, którzy korzystali z tej linii. W następny poniedziałek plan akcji był już gotowy. Robotnicy ustawili pod terminalem autobusowym w Pinerolo stoły, wszędzie obecne były napisy: „Sprzeciw wobec podwyżek opłat!”. Co jednak ważniejsze, wydrukowali alternatywne bilety autobusowe, sprzedając je po starej cenie (jadący do pracy robotnicy normalnie kupują w poniedziałek bilety tygodniowe). W odpowiedzi przedsiębiorstwo autobusowe zaprzestało realizacji swych usług, w wyniku czego setki robotników z Pinerolo nie dotarły do pracy i kontynuowały swą mobilizację. Po południu wysłali delegację do Regionalnego Biura Transportowego, domagając się przywrócenia dotychczasowych opłat oraz uznania alternatywnych biletów w międzyczasie. Po kilku dniach nacisków Biuro zawiesiło decyzję o wprowadzeniu nowych opłat.

Z iskry rozgorzał pożar. Wystarczyło kilka dni, by doszło do podobnych zdarzeń w całym silnie uprzemysłowionym regionie Turynu. 17 września władze regionalne wydały nowe dyrektywy w sprawie opłat za korzystanie ze środków komunikacji międzymiastowej, dotyczące 106 prywatnych linii autobusowych kursujących na tym obszarze – dyrektywy te ograniczyły podwyżki, zarówno już wprowadzone, jak i te planowane przez przedsiębiorstwa autobusowe.

Pierwsza odsłona walk o samoobniżenie cen przyniosła owoce. Praktyka ta jednak szybko rozprzestrzeniła się na inne regiony Włoch, siejąc chaos wśród władz miejskich i regionalnych oraz wśród biurokracji związkowych. Nim minął wrzesień, media rozpętały histerię, potępiając wybuch „nieposłuszeństwa obywatelskiego”, a Włoska Partia Komunistyczna z uporem przypominała robotnikom, że jedyną właściwą metodą walki pozostaje strajk.

Kolejnym logicznym krokiem ze strony robotników było zastosowanie tej formy walki w innych sferach konsumpcji społecznej. W większości robotniczych gospodarstw domowych ważną pozycją w budżecie domowym pozostają rachunki za elektryczność i to właśnie tu gwałtownie rozszerza się walka. Trudno sobie wyobrazić wybór o większej politycznej sile. Po pierwsze, przemysł energetyczny pozostaje we Włoszech znacjonalizowany, a w całym kraju obowiązują podobne stawki opłat za prąd. Państwo znalazło się zatem bezpośrednio na celowniku, w walce, która potencjalnie ma szansę na ogromne upowszechnienie wśród klasy robotniczej. Ponadto kontrolowana przez państwo korporacja energetyczna (ENEL) pozostawała obiektem olbrzymiej niechęci, gdyż zdążyła właśnie podnieść stawki opłat, i to w czasie, gdy uwikłała się w skandal, związany m.in. z finansowaniem partii politycznych. Kolejnym  zapalnikiem była polityka ENEL, polegająca na subsydiowaniu przemysłu dzięki obniżonym taryfom (stanowiącym niecałe 25 proc. taryf dla gospodarstw domowych), co wielu postrzegało jako akt jawnej dyskryminacji.

Inicjatywę podjęły silnie uprzemysłowione regiony Turynu i Mediolanu. Kluczowe znaczenie miało natychmiastowe poparcie, jakiego udzielili miejscowi przedstawiciele związków zawodowych czy lokalne ciała związkowe (takie jak na przykład Turyńska Rada Pracy), ułatwiając mobilizację robotników w fabrykach. To umożliwiło wykorzystanie w walce aparatu organizacyjnego rad robotniczych, szczególnie gdy swe poparcie wyraziła ich egzekutywa. Mobilizacja oznaczała zazwyczaj ustanowienie „komitetów samoobniżki”, których celem pozostawało zebranie od robotników rachunków za elektryczność, często stemplowanych wówczas pieczątkami związków zawodowych. Robotnicy wpisywali na rachunku nowe kwoty opłat, obniżone zwykle o 50 proc. i opłacali rachunek.

Mobilizacja nie ograniczała się jednak do fabryk. Wraz z rozpowszechnieniem się tej praktyki we Włoszech, komitety samoobniżki wzrastały jak grzyby po deszczu zarówno w osiedlach miejskich, jak i w małych skupiskach wiejskich. W pewnych dużych dzielnicach miast ich ustanawianie pozostawało tym łatwiejsze, że już wcześniej istniały tam komitety osiedlowe, mogące poszczycić się długą historią walk społecznościowych. Większość tych komitetów tworzyli delegaci, po kilku z każdego bloku czy budynku mieszkalnego, których celem pozostawała mobilizacja sąsiadów, koordynacja działań mieszkańców różnych budynków oraz zawiązanie współpracy z pobliskimi osiedlami i fabrykami. Ważnym czynnikiem, który przyczynił się do powodzenia walki, było również poparcie ze strony pracowników ENEL, którzy często odmawiali wykonania poleceń ze strony przedsiębiorstwa i nie odłączali prądu. Dzięki jednoczesnej mobilizacji w fabrykach i na osiedlach, do końca grudnia w każdym większym włoskim mieście zebrano dziesiątki tysięcy rachunków za elektryczność. Przodował Turyn, gdzie zebrano około 140 tys. rachunków.

Gospodynie domowe – rzeczniczki walki przeciwko zwiększeniu obciążeń pracą domową

Polityczne znaczenie tej fali walk polega w znacznej mierze na tym, że zapewniła ona łączność terytorialną między fabrykami a osiedlami. Tak wyjaśniał to jeden z robotników z Neapolu: „Dawniej mieliśmy w Neapolu doświadczenie samoobniżki rachunków za wodę, gaz i elektryczność; zawsze ograniczało się to jednak do danego budynku czy osiedla, i nigdy nie znajdowało przełożenia na fabryki czy związki zawodowe. Dziś sytuacja jednak wygląda inaczej, co daje wielki potencjał polityczny” (1)

Niemniej jednak najbardziej dramatyczne rezultaty mobilizacji dało się zaobserwować w ośrodkach mieszkalnych, gdzie splotła się ona z innymi walkami, takimi jak skłotowanie i samoobniżki czynszów. Co więcej, choć często na czele mobilizacji stali robotnicy przemysłowi, to brzemię walki ostatecznie spadało na barki osiedli. To tam ludzie mierzyli się twarzą w twarz z urzędnikami ENEL-u, przychodzącymi, by pobrać opłaty czy odłączyć prąd. To również tam często trzeba było stawić czoła policji czy członkom ugrupowań faszystowskich, których nasyłano w celu rozbicia mobilizacji. To w tym wymiarze walki widoczna stawała się główna rola gospodyń domowych jako opiekunek ogniska domowego. Ich rola wynika również z innych względów. To właśnie elektryczność jest takim przedmiotem konsumpcji produkcyjnej, którego zużycie przypada w większości na pracę domową. Wzrost rachunków za prąd wymusza zatem intensyfikację pracy gospodyń domowych, muszą bowiem wykonać tę samą ilość usług domowych (gotowanie, pranie, prasowanie, sprzątanie itp.) w krótszym czasie, bądź też wydłużyć dzień pracy, jeśli są zmuszone wykonywać więcej pracy ręcznie.

Oczywiście atak kapitału na poziom konsumpcji produkcyjnej wynika z trudności, jakie napotyka w swoich dążeniach do powstrzymania podwyżek płac, wywalczonych przez robotników w fabrykach. Choć atak ten pozostaje wymierzony w całą klasę robotniczą, to usiłuje się tu wykorzystać podział pracy (praca w fabryce kontra nieopłacana praca w domu), na którym opiera się kapitalizm, uderzając w słabszy sektor tej klasy – tj. wyciskając jeszcze więcej nieopłaconej pracy z gospodyń domowych. Gospodynie domowe odegrały główną rolę w tej fali walki o samoobniżkę rachunków, kto zatem widzi tu jedynie gest solidarności z walkami w fabrykach, ten zaciemnia pustą lewicową retoryką obraz bardzo ważnego procesu klasowego.

Ich rolę głównych opiekunek ogniska domowego da się zrozumieć tylko, gdy przyjmiemy, że bezpośrednim celem ataku ze strony kapitału pozostawały materialne warunki ich pracy, a zatem ich walka pozostaje w bardzo ważnym stopniu walką z nasilonym wyzyskiem. Dopiero gdy zostanie to jasno wyrażone, można mówić o solidarności.

W takim sensie, walka o znaczącą redukcję pieniężnych kosztów konsumpcji produkcyjnej w rodzinie stanowiła warunek przetrwania wielu robotniczych gospodarstw domowych. W szczególności dotyczy to wielu dużych osiedli miejskich, np. w Rzymie i Neapolu, gdzie wielu ludzi zarabia na życie dzięki marginalnym zajęciom (takim jak drobny handel, czarny rynek, prostytucja itd.). Z tego, że w większości tych wypadków stosunek między kapitałem a męskim żywicielem rodziny nie istnieje bądź jest skrajnie niestabilny, wynika dynamika, niemożliwa do opanowania dzięki mechanizmom mediacji stosowanym przez związki zawodowe. Wyjaśnia to, czemu w tych wypadkach praktyki samoobniżki przejawiały wyższy poziom autonomii zarówno pod względem kierunku jak i treści, co pozwoliło gospodyniom domowym na zdobycie przywództwa na obszarze walki, który jest im dobrze znany. Przykładowo należy zauważyć, że w wielu wypadkach nie wznoszono hasła „obniżki o 50 proc.h (takie zalecenie wysuwali przedstawiciele związków zawodowych podczas mobilizacji w fabrykach), lecz „płaćmy takie taryfy, jakie płacą szefowieh – co oznacza żądanie obniżki o 75 proc.

Zarządzanie przez związki walk na rzecz samoobniżki

Kontrast między mobilizacjami w fabrykach i na osiedlach można lepiej pojąć, jeśli spojrzy się na strategię stosowaną przez związki zawodowe w celu kontrolowania i skanalizowania walk na rzecz samoobniżki – strategię, która przywodzi na myśl falę strajków w fabrykach w 1969 r.

Wybuch walk na rzecz samoobniżki i wykorzystanie przez robotników rad robotniczych (z których większość znajdowała się pod kontrolą związków) od początku wymusił na kierownictwach związków zawodowych zajęcie stanowiska. Na podobnej zasadzie, w wielu dużych osiedlach robotniczych partia komunistyczna stanęła oko w oko z sytuacją, w której jej wielu działaczy przyłączyło się do walk na rzecz samoobniżki, często wręcz wykorzystując lokalne oddziały partii, by wspomóc mobilizacje. Choć jednak kierownictwo partii komunistycznej niemal natychmiast potępiło tę praktykę, nazywając ją „rozbijaniem jedności” i uznając za „prowokacjęh ze strony kilku ugrupowań pozaparlamentarnych”, sytuacja okazała się o wiele bardziej złożona w wypadku kierownictw związkowych.

Bez dwóch zdań, lokalni przedstawiciele związków zawodowych – z których wielu było członkami organizacji marksistowskich – odegrało doniosłą rolę, zapewniając poparcie różnych miejscowych ciał związkowych, szczególnie w okolicach Turynu i Mediolanu. Wielu innych postrzegało jednak wybuch walk na rzecz samoobniżki w kontekście rosnącego niezadowolenia robotników z obstrukcyjnej roboty związków zawodowych, utrudniających szeroką mobilizację w walce z wysokimi kosztami życia. Jasno wyłożył to sekretarz Turyńskiej Rady Pracy: „na szali znajdują się oto nasze relacje z ludźmi, pod znakiem zapytania stawia się naszą zdolność do budowy alternatywy. W ostatnich miesiącach wiarygodność związków zawodowych sięgnęła dna. (…) [Aby ją odzyskać] nie wystarczy zażądać 50 czy 100 tys. lirów dla robotników, musimy natomiast wyjść z alternatywnymi rozwiązaniami politycznymi” (2)

Gdy jednak te „alternatywne rozwiązania” ujrzały światło dzienne, okazało się, że mowa wciąż o starej dobrej włoskiej polityce związkowej. Choć kierownictwo związkowe niższego szczebla w większości poparło tę nową falę radykalizacji walki – znajdując się w środku nowego wiru walki – to krajowe kierownictwo grało na czas, unikając zajęcia jednoznacznego stanowiska. Taka postawa podyktowana była w znacznej mierze koniecznością utrzymania niepewnej równowagi sojuszy między trzema głównymi ogólnokrajowymi federacjami, której raz po raz zagrażała „niezarządzalność” klasy robotniczej, a w konsekwencji stan kryzysu, w który popadły wszystkie partie polityczne.

Strategia wyczekiwania zaczęła odbijać się czkawką, gdy na początku października upadł rząd Rumora, co zapoczątkowało długi, trwający przez resztę miesiąca kryzys rządowy. Brak rządu w chwili, gdy w całym kraju rozwijał się ruch samoobniżania cen i opłat, sprawił, że wynik tej fali walk stał się tym bardziej dramatyczny. Dzięki temu związki zawodowe – jedyne instytucje zdolne w zauważalnym stopniu kontrolować i zarządzać przypływem walk – dostały do ręki mechanizmy niezbędne, by wpłynąć na formowanie nowego rządu. Formuła polityczna, która umożliwiła objęcie władzy przez nowy rząd Moro, pozostaje zbyt złożona, by ją tu omawiać. Niemniej jedną z jej kluczowych składowych pozostawało poparcie ze strony związków zawodowych pod warunkiem, że rząd Moro podejmie starania na rzecz renegocjacji dodatków na pokrycie kosztów życia w skali całego kraju. Kolejnym warunkiem była rewizja taryfy opłat za elektryczność. Odtąd też miały znaleźć swój kres autonomiczne i kontrolowane oddolnie dynamiki walk związanych z samoobniżką. Wymagała tego logika mediacji klasowej i wiarygodności związków zawodowych wobec rządu.

Podczas długiego okresu negocjacji między rządem a trzema ogólnokrajowymi federacjami związkowymi – których zwieńczeniem okazało się osiągnięte pod koniec grudnia porozumienie – wpływ nowej polityki związków zawodowych wobec ruchu samoobniżek stał się widoczny w fabrykach. Przytłaczająca większość egzekutyw rad robotniczych nakazała powstrzymać mobilizację. Oznaczało to, że robotnicy pragnący kontynuacji walki zmuszeni byli do działania w opozycji wobec tych ciał związkowych. Konfrontacja okazywała się często gwałtowna, dowodząc, o ile bardziej związki zawodowe dbały o wiarygodność wobec rządu niż o wiarygodność wobec robotników.

I tak na przykład w fabryce samochodów Alfa Sud niedaleko Napolu osiągnięto cel 2,5 tys. obniżonych rachunków za prąd, obchodząc radę robotniczą. W fabryce stali Italsider w Bagnoli kilku członków egzekutywy rady robotniczej zostało zmuszonych do rezygnacji, gdyż sprzeciwiali się mobilizacji.

Mimo tych i innych sukcesów, jakie zyskały autonomiczne i oddolne siły w kilku fabrykach w całych Włoszech, pozostawało jasne, że na mobilizacje na rzecz  samoobniżki w fabrykach potężny wpływ wywierają imperatywy polityki związkowej. Zatem aby kontynuować walkę, należy w znacznym stopniu oprzeć się na mobilizacjach osiedlowych, w których wypadku mediacja związków zawodowych okazała się nieskuteczna i które umożliwiają odparcie represyjnych ataków państwa jak też kontrofensywę. Nowe porozumienie w sprawie ogólnokrajowego pakietu COLA, w którego ramach określono nowe taryfy opłat za elektryczność dla gospodarstw domowych, oznaczał znaczące pogłębienie procesu integracji związków zawodowych z aparatem państwa kapitalistycznego. Rozciągnięcie ich funkcji negocjacyjnych na stanowiący polityczne pole minowe obszar podstawowej konsumpcji sprawiło, że związki stały się kluczowym partnerem w ramach planowania kapitalistycznego. Nie tylko współzarządzały w określaniu płac i ich dystrybucji, lecz również tym, jak wykorzystuje się płace na obszarze konsumpcji społecznej.

W dalszej perspektywie, kierunek działania związków zawodowych wpłynął w różny sposób na dynamikę walki. Swym udziałem służyły zrywaniu istniejących od początku autonomicznych związków między mobilizacjami fabrycznymi a osiedlowymi, po osiągnięciu czego starały się narzucić nowe „odgórne” relacje, współzarządzając wraz z państwem nowymi taryfami za prąd oraz ich akceptacją. Odzwierciedla to jasno kluczowe znaczenie polityczne związków zawodowych w kontekście kryzysu gospodarczego i politycznego we Włoszech. Pozostają one jedyną instytucją zdolną do mediacji między pracownikiem jako pobierającym płacę a pracownikiem jako konsumentem kluczowych dóbr i usług, stąd też ciągle dążą one do maskowania wyzysku nieopłacanych pracowników – w szczególności gospodyń domowych.

Przyszłość walk na rzecz samoobniżki

Niemniej owo porozumienie zaledwie kończyło kolejny rozdział walki. Nie położyło kresu praktykom samoobniżki, które – w szczególności na osiedlach – trwały praktycznie niezmienione przez politykę związkowo-rządową. Nie została też całkiem powstrzymana mobilizacja w fabrykach. De facto, przez ostatnie kilka miesięcy obserwowaliśmy ożywienie walk we wzrastającej liczbie fabryk. Decyzja o poparciu walki na rzecz samoobniżki opłat za elektryczność, przyjęta na specjalnym zebraniu tysiąca delegatów robotniczych z okolic Mediolanu, dowodzi poziomu oporu, z jakim związki zawodowe wciąż mierzą się wśród robotników. Tę falę wznoszącą da się po części wytłumaczyć reakcją robotników na nowe stawki za prąd, które weszły w życie w styczniu. Opierają się one o system progów, zależny od poziomu konsumpcji w każdym gospodarstwie domowym. W efekcie, dla typowej rodziny robotniczej, zużywającej kwartalnie średnio 450 kilowatogodzin, nowe stawki oznaczają podwyżkę o 33 proc.

Wielu uważa, że warto walczyć przeciwko tej podwyżce. To w szczególności miliony gospodyń domowych, dla których przymusowe ograniczenie zużycia prądu oznacza konieczność ręcznego wykonywania tych wszystkich usług domowych, które normalnie wykonuje się z użyciem urządzeń elektrycznych.

Jeśli obecna polityka kapitalizmu włoskiego polega na ograniczaniu poziomu konsumpcji w celu przyklepania obecnego kryzysu gospodarczego, to pozostaje jasne, do jakiego stopnia brzemię tej operacji politycznej spada na barki gospodyń domowych. Oznacza to wyciśnięcie z nich nieopłacanej pracy w nowym znaczącym wymiarze bez poważnych konsekwencji inflacyjnych. Obecny kryzys we Włoszech wykazał niezwykle wyraźnie znaczenie gospodarstwa domowego jako jednostki produkcyjnej oraz gospodyń domowych, odgrywających główną rolę w walce przeciwko planowaniu kapitalistycznemu w tej sferze.

Artykuł napisany w lutym 1975 r. i opblikowany w Zerowork, nr 1, 1975.

Tłum.: Paweł Michał Bartolik.

Artykuł ukazał się na stronie rozbrat.org

Przypisy:
(1) Lotta Continua, 4 października 1974 r., s. 2
(2) L’Espresso, 29 września 1974, s. 8.

Reklamy

One response to “Samoobniżka cen – obrona przed wzrostem kosztów utrzymania

  1. Hi there.
    I’m at work browsing your blog from my iphone! Just wanted to say I love reading your blog and look forward to all your posts!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s