Nikt nie będzie nam mówił, co mamy robić! Wywiad z kibicem Lecha Poznań

Jak się to zaczęło? Kiedy po raz pierwszy poszedłeś na mecz Lecha Poznań i zacząłeś się identyfikować jako kibic?

To był 2005 r., początek sezonu, mecz z Polonią Warszawa. Zaczęło się tak, iż wypad na mecz zaproponował mi kolega razem z ekipą z tej samej miejscowości [pod Poznaniem]. Miałem wówczas 14 lat. Pojechałem i spodobała mi się atmosfera. Zacząłem regularnie chodzić na mecze, kupować karnety itd. Potrzeba było jednego, dwóch lat, aby zacząć się z tym identyfikować. Trzeba było się w to wszystko wtopić. Na początku nie uczęszczałem do „Kotła”, tylko dopingowałem drużynę z perspektywy innych, spokojniejszych sektorów. Dopiero z czasem to wszystko zaczęło się zmieniać.

Co Ci to daje? Dlaczego to jest dla Ciebie takie ważne?

Po części jest to takie odreagowanie po ciężkim tygodniu. Można się wykrzyczeć i zedrzeć gardło. Miłość do klubu rodzi się sama w sobie – przywiązanie do tradycji, barw, herbu. Po prostu trzeba przyjść, poczuć tę atmosferę…

A jeździsz też na mecze wyjazdowe?

W zasadzie nie. Na ogół nie mam zbytnio takich możliwości, ale byłem akurat ten jeden raz na wyjazdowym „słynnym” meczu w Bydgoszczy wiosną tego roku…1

Jak w takim razie oceniasz to, co się stało w Bydgoszczy?

Jak na moje oko to była jawna prowokacja, żeby na takim stadionie odbywał się mecz pomiędzy drużynami Lecha i Legii. Ogrodzenie miało wysokość metra. Stadion dostał negatywną opinię (aby odbywał się na nim ten finał Pucharu Polski) od grup kibicowskich. Czyli sami kibice twierdzili, że ten stadion jest beznadziejny jak na to wydarzenie. Ważne wydaje się, że wcześniej, przed wydarzeniami w Bydgoszczy, wyrażaliśmy, jako kibice, nasze niezadowolenie z rządu. Krytykowaliśmy za to jak to wszystko idzie: że niewiele buduje się dróg i autostrad, że na nowych stadionach jest wiele niedociągnięć itd.

A skąd wzięła się ta krytyka rządu? Dlaczego akurat w tym momencie? Dlaczego akurat rządu Platformy Obywatelskiej?

Chyba dlatego, że właśnie w tym czasie media i politycy zaczęli forsować temat zastępczy – „kibice” (w związku z Euro 2012), aby zatuszować sprawę niespełnionych obietnic rządu. Jesteśmy jak jedną wielką „rodziną”, chcemy też wyrażać jako kibice nasze zdanie na wiele tematów. A tu się okazuje, że nie można wyrażać swojego zdania, nie możesz przynieść na stadion transparentu o treści politycznej czy krytykującej władze. To też oznacza, że kibice mają jakąś siłę rażenia, jeżeli chodzi o poglądy. Po prostu zaczęliśmy zauważać, że rząd sobie nie radzi w przygotowaniach na Euro itd.

Wróćmy do Bydgoszczy…

No właśnie to była idealna okazja dla rządu, żeby wywołać temat zastępczy, rozpocząć walkę z tzw. „bandytyzmem stadionowym”, a z drugiej strony, aby uderzyć w kibiców, którzy zaczęli otwarcie krytykować rządy Donalda Tuska. Żeby się za tę krytykę zemścić.

Krytykowaliśmy też niektóre media, w tym głównie Gazetę Wyborczą i TVN za tendencyjne przedstawianie tego, co się dzieje. Razem z politykami starają się narzucić wizerunek kibiców jako bandytów.

A dokładniej…?

Generalnie polega to na tym, że jest jakiś fakt, ale media dorabiają do tego taką wersję, że społeczeństwo to kupi, zawsze wyjdzie tak, że kibol jest tym złym. Weźmy ostatni przykład z Zielonej Góry, kiedy to samochód policyjny przejechał na śmierć kibica. Doszło do walk ulicznych i dwie policjantki zostały, jak donoszono, „poważnie poszkodowane”2. Kibice po pewnym czasie postanowili sprawdzić, jaki jest obecny stan zdrowia tych policjantek i okazało się, że jednej nic się nie stało, a druga była trzymana na pokaz w tym szpitalu. Taki zabieg PRowski. Śmierć kibica na drugi dzień była już nie ważna, ważne było, że policjantki ranne. O to chodziło – pokazać, że kibole to bydło.

Od 2005 r. chodzisz na mecze – co się Twoim zdaniem, i także w odczuciu Twoich kolegów, zmieniło na stadionach?

Jest wiele różnic. Kiedyś np. można było sobie pod stadionem wypić piwko, nikogo nie spisywali, nie dostawało się mandatów za byle co. Na mieście też nie było aż takich represji ze strony policji, a teraz się to zmieniło diametralnie. Rok 2011 okazał się tu przełomowy. Wychodzą takie sprawy, jak np. to co się niedawno wydarzyło przy okazji meczu Lech Poznań – Korona Kielce, kiedy policja wyciągała niektórych „za szmaty” z tramwaju, używając przy tym wulgarnych słów. Media podały, że to zgłosił motorniczy złe zachowanie kibiców, ale było inaczej, po prostu policja sprowokowała całe zajście.

Wprowadzono też rozbudowaną bazę danych kibiców i tzw. „kartę kibica”, czyli wszyscy, którzy chcą kupić bilet na mecz ligowy, muszą mieć kartę, czyli muszą podać zdjęcie, PESEL, imię i nazwisko, miejsce zamieszkania. W ten sposób władze mają po prostu dostęp do wszystkich naszych danych.

Jeżeli chodzi o następną sprawę, „zakazy stadionowe”, to akurat kibiców Lecha to nie dotknęło tak bardzo, jak kibiców innych zespołów. Chociaż warto odnotować zatrzymanie przez policję, po meczu z Wisłą Kraków (jesień 2011 r.), osobę prowadzącą doping w „Kotle”. Te jedyne kilkanaście minut dopingu wystarczyło, aby prowadzący miał później z tego powodu problemy. Na meczach zakaz można otrzymać z byle powodu, m.in. za wulgaryzmy. Wyroki są ostrzejsze. Brak jest swobody dopingu. Cenzura transparentów. Policja dostała wolną rękę do działania, mści się teraz na kibicach. Są liczne indywidualne przypadki pałowania poza stadionem, na mieście.

Myślę, że ważnym problemem jest również sprawa zakazów klubowych, czyli wydawanie zakazów wstępu na mecz danej drużyny, bez podstawy prawnej (czyli nie na drodze sądowej). Może dojść do takiej sytuacji, że zarząd nie wpuści na stadion jakiejś osoby… bo tak, bez jasnej przyczyny.

Waszą odpowiedzią na to wszystko był protest – jak on przebiegał?

Nasze protesty były odpowiedzią na zamknięcie stadionów Legii i Lecha po wydarzeniach w Bydgoszczy. To miało decydujący wpływ na rozpoczęcie protestu. Najpierw, kiedy przypadła kolejna kolejka rozgrywek ligowych, to kibice Lecha i Legii dopingowali spod zamkniętych stadionów. Następna kolejka to zamknięcie stadionów Śląska i Widzewa przez wojewodów, również z błahych powodów. Kibice z innych zespołów też się z nami solidaryzowali i o ile pamiętam, jakieś formy protestu na innych stadionach miały miejsce. Wywieszaliśmy też transparenty z hasłami przeciwko Tuskowi i rządowi.

Jak otworzono stadiony, to wszyscy przychodziliśmy na czarno ubrani, brak dopingu, brak transparentów. Ściślej mówiąc, nie dopingowaliśmy przez zdecydowaną większość meczu, a tylko ostanie 5-10 minut, żeby było można poczuć tę różnicę, kiedy doping jest i kiedy go nie ma, jest „stypa”. W proteście tym uczestniczyła zdecydowana większość widowni, nie tylko „Kocioł”. Z uwagi na fakt, iż to była końcówka sezonu, protest ten miał miejsce przez dwa spotkania. Podczas właśnie tych dwóch ostatnich kolejek prawie wszystkie ekipy drużyn Ekstraklasy prowadziły „milczący protest”. W nowym sezonie tylko kibice Lecha Poznań (niedawno dołączył się jeszcze Górnik Zabrze) zdecydowali się kontynuować protest w podobny sposób, czyli przychodziliśmy na czarno, brak dopingu itd.

Czy poparcie widowni było takie same?

Część kibiców z innych trybun zaczęła się wyłamywać (podczas meczów sezonu 2011/12). Nawet doszło do takiej sytuacji, że raz chcieli nawet zorganizować swój własny doping, szczególnie ci z czwartej trybuny. Jednak nic konkretnego z tego nie wyszło.

A jak jest różnica pomiędzy kibicami z „Kotła” i z innych trybun?

Na czwartej trybunie czy też na pozostałych oczywiście nie brakuje zagorzałych kibiców, ale tam raczej pewna część siedzi, kiedy wiadomo, że w „Kotle” trzeba cały czas na stojąco dopingować. Główna różnica między trybunami to cena za bilet/karnet, wejście na te usytuowane właśnie za bramką jest najtańsze (II trybuna z „Kotłem” i IV).

I co było dalej?

Ostatecznie część „fanatyków” zrezygnowała z przychodzenia na mecze. Nie było żadnej zorganizowanej akcji bojkotu, ale w moim odczuciu spora część przestała uczęszczać na stadion, choć trudniej mi tu mówić o jakichś liczbach czy procentach3. Główny hasłem to było: „Nie na takiej Bułgarskiej4 się wychowaliśmy” to znaczy, żeby ktoś narzucał nam swoje widzimisię – władze, policja – i mówił nam co mamy robić. Sprawę tę głównie poruszaliśmy na naszym kibicowskim forum. Można tam znaleźć wiele materiałów i opinii na ten temat. Były one zróżnicowane, ale na ogół „fanatycy” trzymali się tego, że protest jest słuszny.

Kim są według Ciebie „fanatycy”?

„Fanatykiem” jest ktoś, kto nie opuszcza żadnego meczu, solidaryzuje się z drużyną, kocha ją i cały czas z nią jest. „Fanatycy” to również ci, którzy organizują wszystkie oprawy meczów i doping, „racowisko”, które teraz jest nielegalne5. Na mecz nie przychodzą tylko dla piłki nożnej, dla konkretnego zawodnika, tylko żeby dać z siebie podczas dopingu wszystko, 100 proc., a nawet 200. Fanatyk cały czas dopinguje, nawet jeżeli drużynie idzie źle.

Osobna sprawa to jeszcze różnice pomiędzy „Wiarą Lecha” a grupami „ultrasowskimi” – nie należy mieszać tych pojęć. Ci ostatni są przez widownię postrzegani normalnie, natomiast trzeba podkreślić, iż to głównie oni mają kłopoty z policją, nawet poza stadionem. Każda grupa ma swoje flagi, choć na stadionie nie da się to tak łatwo wyodrębnić, kto jest z jakiej grupy. Wszyscy razem się mieszają i dopingują. Dodatkowo „Wiara Lecha” prowadzi też działalność poza stadionem, w sferze społecznej, charytatywną, wspomaga powstańców. Trochę mnie smuci, że media pokazują ciągle kibiców jako takich bandytów, a nie zwracają uwagi na tę stronę działalności. Są kibice, którzy nie należą ani do „Wiary…” ani do „ultrasów”.

A Ty?

Ja nie należę do żadnych z tych grup, ale jestem zagorzałym kibicem Lecha.

A co z tzw. „ustawkami”?

„Ustawki” nie są organizowane ani przez „Wiarę Lecha”, ani przez „ultrasów”, ale „chuliganów” – to zupełnie inna bajka. Najgorsze, że media próbują „chuliganami” nazwać te wszystkie grupy kibicowskie. To jest natomiast zupełnie inna grupa i inny świat. Mają swój ruch, swoje życie. Trzeba też pamiętać, że inaczej jest teraz, niż w latach 90. (dzisiaj ich „działalność” na stadionach jest już praktycznie niezauważalna, zadymy zdarzają się naprawdę bardzo rzadko). Kiedy Peja śpiewał o „ustawkach kibicowskich”, to odnosiło się to bardziej do tamtego okresu6.

Ostatnio prasa podała, że wasz protest został zawieszony?

To zawieszenie oznacza sprawdzenie sytuacji, jak to teraz wygląda, czy będą jakieś afery z policją, z zakazami. Jeżeli ktoś padnie ofiarą takiego traktowania, to powinien to zgłosić do odpowiednich ludzi i na tej podstawie zapadnie dalsza decyzja czy warto kontynuować protest. Na razie jeszcze nic nie wiadomo, nie ma żadnych takich informacji na forum.

Czy nie macie poczucia, że przegraliście tę konfrontację?

Tu chodzi o cel protestu. Głównym celem protestu było, nie walka z rządem, bo to rzeczywiście było ciężko wygrać, wiadomo, nam nie ustąpią, ale żeby ludzie nie nałapali zakazów stadionowych, utrzymać się przez ten ciężki czas. Cała ta nagonka na kibiców jest związana z Euro 2012. Mamy nadzieje, że sytuacja po mistrzostwach się uspokoi. Przynajmniej tak było w tych państwach, gdzie takie imprezy organizowano.

Jeszcze przed wydarzeniami w Bydgoszczy, które stały się w tym wywiadzie takim orientacyjnym punktem odniesienia, na trybunach Lecha pojawiły się wielki transparent z podobizną Romana Dmowskiego? Czy to oznacza, że kibice tej drużyny sympatyzują z prawicą?

Nie. Nie generalizowałbym. Patrząc na forum, to co osoba – to opinia. Część kibiców pozostała nawet w takich okolicznościach wierna PO, część głosuje na PiS, część na Nową Prawicę. Trudniej o sympatyków SLD. Można nawet powiedzieć, że wcześniej nasi kibice byli bardziej przychylni PO, nawet pamiętam, na trybunach pojawiło się też jedno hasło antypisowskie. Ale się to zmieniło. Nie wiem skąd, tak naprawdę pojawił się Dmowski, możliwe, że po prostu chodziło o upamiętnienie jego osoby. Ogólnie kibice mają konserwatywne poglądy, co wiąże się z tym, że pewna część „trzyma się” raczej „prawej strony”. Ostatecznie jednak, jako grupa, jesteśmy apolityczni.

Czy na trybunach Lecha pojawiają się hasła rasistowskie i antysemickie?

Hasła rasistowskie raczej nie, chyba że jakieś pojedyncze ekscesy. Antysemickie tylko w przypadku meczów ze skonfliktowanym z Lechem Poznań Widzewem Łódź. Nie chodzi tu jednak o takie typowe obrażanie tej nacji, ale o względy bardziej historyczne. Wiadomo, że w dawniej Żydzi nie byli mile widziani w Polsce i wiąże się to z historią Widzewa Łódź7. Ja bym tak dużej wagi do tego nie przykładał. Co ciekawe, Lech w pewnym czasie był bliski zgody z Widzewem Łódź, ale to się jakoś inaczej potoczyło. Nie wiem dlaczego.

Kibicie Lecha Poznań nie są zaprzyjaźnieni z kibicami Widzewa Łódź – a z kim są?

Z Cracovią Kraków, KSZO Ostrowiec, Arką Gdynia – są to trwałe zgody, trwająca już całkiem długi czas. Jesteśmy w antagonizmie z Legią Warszawa, Wisłą Kraków, Lechią Gdańsk, Śląskiem Wrocław, Pogoń Szczecin, Zagłębiem Sosnowiec. Nie lubimy się także z Widzewem Łódź i Ruchem Chorzów. Jednak sympatie i antypatie między klubami nie łączą się z postrzeganiem ich w kategoriach ideologicznych czy politycznych. Jeżeli komentujemy inne grupy kibiców, to przede wszystkim pod względem jakości dopingu, jak wygląda ruch „ultrasowski”.

Jak widzisz przyszłość piłki nożnej?

Dla nas punktem odniesienia są lata 90., kiedy dbano o ten doping, o oprawę meczów. Ja znam to z opowiadań, ale tamte czasy są ciągle przywoływane. Teraz dużo się zmienia. Następuje komercjalizacja. Mecz staje się bardziej widowiskiem niż stylem życia. Masz siedzieć grzecznie na meczu, jeść pop-corn, pić Coca-Colę i patrzeć. Przejawem tej komercjalizacji są też nowe nazywanie stadionów, jak w przypadku Legii, kiedy to się teraz nazywa Pepsi Arena, zamiast po prostu Łazienkowska. Wszędzie wszechobecna reklama. Nastawienie, żeby ludzie przychodzili tylko dla piłkarzy, nie dla klubu. W Poznaniu jeszcze są strasznie wysokie ceny biletów w porównaniu z innymi miastami. W zależności od meczu to 23-20 złotych, kiedy w przypadku Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk to jest powiedzmy 10 złotych. Tu mowa o najtańszych. Najdroższe miejsca potrafią kosztować w Poznaniu od 50 do nawet – bywa – 70 złotych, oczywiście pomijając bilety dla VIP’ów.

Jak postrzegany jest właściciel klubu?

Generalnie opinie nie są najlepsze, ale nie ma to zasadniczego znaczenia. „Wiara Lecha” reprezentuje jakby oficjalnie kibiców, rozmawiając z nim o cenach biletów, programie lojalnościowym, itd.

A co z kibicowaniem?

Sądzę, że jeżeli przetrzymamy ten trudny okres, to ruch się utrzyma, że doping w dalszym ciągu będzie ważnym elementem. Mam taką nadzieję.

Przypisy:

1/ Chodzi o finałowy mecz w Pucharze Polski między Lechem a Legią rozegrany w dniu 3 maja 2011 r. Kibice obu drużyn wtargnęli na murawę i doszło do interwencji policji. Nikt nie został poszkodowany, ale wydarzenia te się stały się pretekstem dla rządu, aby zamknąć stadiony w Poznaniu i Warszawie (przyp. red.).

2/Do zajścia doszło w nocy z 2 na 3 października 2011 r. Policyjny samochód przejechał kibica żużlowego klubu Falubaz. Media donosiły, że kibice „przypuścili regularny szturm na siły policyjne. Funkcjonariusze musieli podjąć radykalne działania, żeby przywrócić porządek. Użyli armatek wodnych, gazu łzawiącego oraz broni gładkolufowej. Na miejscu pojawili się też antyterroryści, którzy otoczyli miejsce tragedii. Zatrzymano kilkanaście osób” (przyp. red.).

3/ Lokalna prasa podawała, że w bojkocie uczestniczyło kilka tysięcy kibiców (przyp. red.).

4/ Ulica przy której znajduje się stadion, na którym gra Lech Poznań (przyp. red.).

5/ Odpalanie rac na trybunach (przyp. red.).

6/ Peja i Slums Attac, utwór pod tytułem „Lech Poznań”: „Jeden za drugim stoi, nikt się nie boi/ Od bójki nie stroni tylko za wrogiem goni/ Ekipa chuliganów Lech Poznań swoje zrobi/ I zawsze pierdoli stadionowy monitoring/ Wciąż z pałek, grad kamieni w boju niezwyciężeni/ Waleczni, niepokorni, wszyscy w walce zjednoczeni/ Zbyt wiele mocnych doznań by zapomnieć Lech Poznań/ Zbyt wiele powiązań, wyjazdowych sprawozdań/ Z znienacka zasadzka nie znasz dnia ani godziny/ Bez powodu i przyczyny chuligańskie zadymy”.

7/ Wśród kibiców panuje czasami przekonanie, że Widzew został powołany na początku XX w. przez środowiska żydowskie, ale to nieprawda. Od początku swojego istnienia Widzew był klubem robotniczym, związanym z PPS, w większości zdominowanym przez osoby pochodzenia polskiego. Podobnie sprawa wygląda w przypadku ŁKS-u Łódź, co prawda wśród założycieli klubu były osoby pochodzenia żydowskiego, lecz – jak twierdzą historycy – nie można forsować tezy, że był to klub powołany przez środowiska żydowskie. Oba łódzkie kluby oskarżają się o „żydowskie pochodzenie”, a w efekcie tego konfliktu na wielu murach w tym mieście pojawiło się dużo antysemickich haseł. Federacja Anarchistyczna sekcja Łódź była pomysłodawczynią i organizatorką pierwszych akcji mających na celu wyeliminowaniu tych haseł, m.in. poprzez je okresowe zamalowywanie (kampania „Kolorowa tolerancja”) (przyp. red.).

Tekst opublikowany w Przeglądzie Anarchistycznym nr 13 (www.przeglad-anarchistyczny.org)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s